-
Nieme, głośne gesty
O czym świadczy pragnienie piękna i powagi w klaustrofobicznym, niemym uniwersum? Ostatnim prawdziwie ludzkim gestem wykonanym przez zmienionego w robaka Georga Samsę było przysłuchiwanie się grze na skrzypcach (wykonawczynią była jego siostra, która odczuwała do przekształconego w insekta Georga jedynie pełne zakłopotania obrzydzenie). Piękna w niemym, choć zarazem kakofonicznym i hałaśliwym świecie, można doświadczyć tylko…
-
Krytyka rozumu kartograficznego
Czy można błądzić bez map? Wydaje się, że tylko istnienie mapy otwiera możliwość zagubienia, zboczenia z drogi, zbłąkania. Lęk związany z byciem w niewłaściwym miejscu wynika z istnienia oficjalnych dróg, oswojonych tras, ściśle określonych (prawnie, poznawczo, symbolicznie) metod postępowania (kroczenia, zmierzania, gubienia się). Problem mapy, a więc dostępności synchronicznego schematu logicznie dopuszczalnych szlaków, kartograficznej episteme,…
-
Czas sobowtóra
Zanik wyobraźni utopijnej wiąże się ściśle z niską popularnością mentalnych podróży międzywymiarowych. Możność przedstawienia sobie całkiem innego przebiegu spraw wynika z umieszczenia naszych opowieści w trybie ewentualnym. Upieranie się przy radykalnie odmiennym kształcie uniwersum (w sytuacji, kiedy prymat zasady rzeczywistości nad zasadą potencjalności staje się hegemonicznym wzorcem adaptacji) kieruje nas na wydział obsługi światów możliwych.…
-
Lęk, którym jestem
Oglądasz się za siebie – to jedyny moment, kiedy jesteś w stanie uchwycić realność tej fikcji, która czyniąc cię podmiotem, wystawia na ustawiczny osąd. Nowoczesność opatentowała bezlitosny model teoretycznej paranoi. Eksploracja filozoficzna uczyniła swoim głównym celem denuncjację różnych metod śledzenia. Utopie zastąpione zostały przez fikcje ucieczki. Jednak jak tu uciekać, kiedy wybór destynacji nie jest…
-
Kto patrzy?
Fizjonomika, jak każda pseudonauka, dążyła do redukcji niepewności, poznawczego odciążenia; jak każda pseudonauka musiała ustąpić miejsca mistyce. Wkroczyliśmy bowiem w epokę wizerunku absolutnego, w której każdy portret staje się ikoną, tylko dlatego, że odwzajemnia nasze spojrzenie. Wkroczyliśmy w erę duchowości zmediatyzowanej przez odbicie, w której realne (a zatem boleśnie dotkliwe i skazane na zapomnienie) jest…
-
Co pozostało?
Podczas wizyt w spustoszonych i opustoszałych miastach, czujemy się jak kronikarze apokalipsy, wysłani przez nieznaną instancję w sam środek katastrofy. Nieład jest fizyczną manifestacją destrukcji – zupełnie jakby kres dało się ujrzeć w wyobraźni tylko nadając mu cechy pewnej ruiny, a porządek był tak mocno spleciony z fundującą zasadą bytu, że chaos musi stać się…
-
Kto się śmieje?
Dlaczego cynizm często się uśmiecha, a upodlenie śmieje? I czemu śmiech kojarzy się z rewoltą, wyzwoleniem, wydatkowaniem, zbytkiem? Nie ma nic mniej wywrotowego niż uśmiech, można mu przypisać dowolne znaczenie, jego działanie sprowadza się do świadomego ustępstwa, oddania pola sytuacyjnej inercji, do podstępnej kapitulacji. W przeciwieństwie do maniakalnej agresji śmiechu, uśmiech koduje intelektualną i społeczną…
-
W cieniu
Często pragnienia tłumi się i sublimuje, ukrywa w cieniu – prawie zawsze zasłonięte, zamaskowane pragnienie formuje oblicze pragnącego. Ten, który skrada się pod osłoną cienia i wysłużonej, gotyckiej estetyki, przejawia cechy potwora tylko dzięki wierności gatunkowym przepisom; tak naprawdę to zasada ukrycia powoduje grozę, to możliwość demaskacji odpowiada za nieruchomość woskowych twarzy i skurczonych nienaturalnie…
-
Poza
Zbyt późno albo przedwcześnie – nadejście obcego z konieczności lekceważy oczekiwania widzów. Widzów? Wszak liturgia apatycznej gościnności nie daje się zredukować do widzenia. Jesteśmy światem: ciągiem powiązań pomiędzy rzeczami, ciałami i gestami, jesteśmy wymiarem, w którym zawsze czegoś/kogoś brakuje. Nawet spodziewane nadejście ma zawsze cechy ponurego wstrząsu, zaskoczenia tym bardziej nieznośnego, że nie jest w…
-
Znany motyw opuszczania wielokrotnie odwiedzanych miejsc
1. Znudziły się obrazy luster: odbicie w odbiciu, mdląca runda ruchów w miejscu; symbioza twarzy i szkła, rechot pozostawianych i winnych. Wykresy były obiecujące, zawiodła konsolidacja: przemiana sylwetek i stylistyk w kojący kolektyw. Rozcina nas litania, skubanie koralików, robienie wiadra i podryw na spływie. Każdego poranka leżysz w innym miejscu. Zwodzą nas kuglarscy mesjasze,…
